PL EN

ZA KULISAMI BLOG

Taniec dla dzieci po lupą

Justyna Czarnota

Od dekady na scenach polskich teatrów instytucjonalnych i w ofercie teatrów niezależnych pojawia się coraz więcej spektakli tańca dla dzieci. Mała Platforma Tańca jest pierwszą próbą systemowego przyjrzenia się temu zjawisku. Podczas wydarzenia zostały zaprezentowane trzy spektakle: „Blisko” w reżyserii Alicji Morawskiej-Rubczak, „_on_line_” w reżyserii Hanny Bylki-Kaneckiej i Aleksandry Bożek-Muszyńskiej oraz „Pan Kejk” w reż. Katarzyny Grabińskiej. Zostały one wybrane z siedmiu nadesłanych zgłoszeń. Wraz z Romualdem Wiczą-Pokojskim i Katarzyną Ustowską zasiadałam w komisji dokonującej selekcji. Kierowaliśmy się nie tylko poziomem artystycznym – chcieliśmy pokazać różnorodność tego obszaru i jednocześnie uchwycić zjawiska reprezentatywne dla niego. „Blisko” wpisuje się w nurt produkcji dla najnajów, czyli widzów do trzeciego roku życia, „Pan Kejk” to przykład teatru tańca otwartego na publiczność w każdym wieku, „_on_line_” zaś jest projektem eksperymentalnym, skupionym na budowaniu nowej jakości kontaktu widza i performera.

Obejrzenie tych trzech spektakli w ramach jednego wydarzenia dobitnie uświadomiło mi, jak ważnym elementem współczesnego teatru dla dzieci są przedstawienia taneczne. Na krajobraz produkcji dla dzieci składają się obecnie głównie propozycje adresowane do szkół – co w praktyce często przekłada się na to, że artyści próbują sprostać przede wszystkim oczekiwaniom nauczycieli. Twórcy przygotowują spektakle uwzględniające wytyczne podstawy programowej lub starają się namierzyć braki w owej podstawie i na nie opowiedzieć. Być może właśnie stąd – obok inscenizacji lektur i baśni – tak wiele w polskim teatrze spektakli poruszających rozmaite ważne tematy (od ekologii przez wojnę, po tolerancję i relacje rodzinne). Za pośrednictwem sceny artyści często chcą czegoś nauczyć, często puszczają też oko do dorosłego, szukając z nim kontaktu i porozumienia. W konsekwencji – będzie to oczywiście pewna generalizacja – współczesny teatr dla dzieci jawi się jako medium dość dydaktyczne, rzadko skupiające się na czystej zabawie, budowaniu relacji widzów ze sobą nawzajem czy wprowadzaniu publiczności w świat abstrakcji. Tę niszę świetnie zagospodarował natomiast taniec – zapewne łatwiej mu ignorować szkolne realia, funkcjonuje bowiem w dużej mierze poza obiegiem instytucjonalnym. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wiele propozycji tańca skierowanych jest do dzieci z opiekunami: dwie z trzech prezentacji Małej Platformy wymyślono w taki sposób, by pogłębiały kontakt i bliskość między członkami rodziny. Podczas panelu dyskusyjnego towarzyszącego Małej Platformie, którego gośćmi były reżyserki prezentowanych spektakli, twórczynie kilkukrotnie nawiązywały do celu, jaki przed sobą stawiają – oswajania dzieci i rodzin z abstrakcją. Zobaczmy, jak cel ten realizował się w przygotowanych przez nie przedstawieniach.

***

„Blisko” to opowieść o kiełkującym nowym życiu, relacjach pomiędzy kobietą i mężczyzną. Na scenie ułożonej w kształt koła znajduje się olbrzymia figura – ni to matrioszka, ni to jajo. W kolejnych sekwencjach tancerze (Anna Dziedzic, Filip Meyer-Luters) będą ujawniali jej warstwy, aż dojdą do maleńkiego ziarenka, które przekażą widzom do posadzenia. Scenografka, Barbara Małecka, przygotowała każdą z warstw w inny sposób – rytm przedstawienia wyznacza zdejmowanie części, których używają tancerze. Wpływają one na rodzaj ich ruchu (np. kiedy performerzy zakładają obiekty na plecy i eksplorują możliwości ruchu z obciążeniem), a zarazem stymulują uwagę dzieci (kiedy tancerze pokazują ukryte w oddzielnych połówkach lustro i drobne światełka imitujące gwiazdy).

Na dramaturgię ruchu została nałożona historia o rodzącym się uczuciu – tancerze najpierw skupieni są na sobie, stopniowo pojawia się między nimi bliskość. W połowie spektaklu ich radość ze spotkania eksploduje: chcą się dzielić swoim szczęściem z widzami, więc zapraszają ich na scenę do swobodnego tańca. Wyrazistą puentę stanowi zakończenie: performerzy poruszają się z zielonym kwiatem wyjętym z wnętrza matrioszki wraz z małą laleczką, której śpiewają kołysankę.

Przedstawienie ma spokojny, delikatny rytm, muzyka Wacława Zimpla pozwala się zrelaksować. Dzieci z tej szansy korzystają w różny sposób – nie zawsze to propozycja adekwatna do ich wewnętrznego rytmu. Tak było na porannym gdańskim spektaklu, gdzie maluchy po wspólnym tańcu zostały na scenie, wykorzystując ją jako swoisty plac zabaw. Tancerze byli zresztą przygotowani na taką opcję – konsekwentnie kontynuowali choreografię, z dużą uważnością traktując dzieci. Nie wydarzyło się to na drugim przedstawieniu – według mnie z korzyścią dla artystycznego wyrazu całości.

***

„Pan Kejk” wydaje się leżeć na drugim biegunie tak rytmicznym, jak i estetycznym od opisanego powyżej „Blisko” – to kolorowy, dynamiczny, głośny i wysiłkowy spektakl. Inspiracją do jego powstania był świat popartu, komiksów i mangi. Spektakl składa się z szeregu luźno powiązanych ze sobą scen. Intensywny taniec wykonywany jest do różnorodnych utworów muzycznych – zarówno klasycznych, jak i popowych. Działaniom towarzyszą projekcje, z którymi chwilami tancerze wchodzą w ruchową zabawę: tak dzieje się, gdy tancerka reaguje na ruch żółtego punktu, lub gdy miękkie wyświetlane kształty mają kolory kostiumów, a performerki wyglądają jak wyjęte z tego obrazu.

Początkowe sekwencje kierują uwagę na zagadnienie przemocy – kilka scen wręcz wykorzystuje ruchy uderzania, odsuwania się, poklepywania. Potem ten wątek zostaje wygaszony – figury stają się skomplikowane, a widz obserwuje coraz bardziej efektowny pokaz możliwości tanecznych performerów. Celem twórców wydaje się więc oswajanie publiczności z ruchem, wywołanie w niej zachwytu i podziwu.

Cieszę się, że ten spektakl pojawił się na Małej Platformie, bo odsłania pole tańca, który może być dla dzieci, ale nie musi – nie ma ono określonej grupy wiekowej odbiorców. Tańca wirtuozerskiego, gdzie ruch jest bardziej istotny od opowiadanego tematu, a sam spektakl umożliwia widowni skupienie uwagi na ciałach w przestrzeni.

***

„_on_line_” to moim zdaniem jedna z najważniejszych produkcji dla dzieci ostatnich lat. W innowacyjny sposób odpowiada na zapotrzebowanie na teatr interakcyjny – przewrotnie łączy spektakl i działania warsztatowe. To rzecz tym ciekawsza, że twórcy adresują spektakl do całych rodzin – z dziećmi w wieku 5-7 lat, czyli w okresie, w którym maluchy zaczynają spędzać mniej czasu z rodzicami. „_on_line_” daje więc możliwość bycia ze sobą i proponuje do tego określone zasady.

Przed spektaklem artyści zawierają z publicznością swoisty kontrakt. Jeszcze przed wejściem do sali mówią, że spektakl składa się z trzech części, w których naprzemiennie poruszają się tancerze i wszyscy obecni w przestrzeni. Umawiają się z rodzinami, że za każdym razem, kiedy zabrzmi gong, widzowie przestają działać i siadają na oświetlonym prostokącie, który może się pojawić w dowolnym miejscu.

Na scenie spotykamy się przy ogromnej białej płachcie papieru, na której znajdują się pastelowe kredki. Tancerze (Aleksandra Bożek-Muszyńska, Dana Chmielewska i Paweł Grala) bawią się nimi na różne sposoby: jak pionkami, kostkami do gry czy piłką. Wszystko dzieje się w absolutnej ciszy aż do momentu, kiedy dziewczyny układają wszystkie elementy na plecach Pawła, a on nagle gwałtownie przekręca się i porusza, wcierając pastele w papier. Od tej chwili taniec dynamizuje się – performerzy suną na kolanach po całej przestrzeni, a publiczność… nie może się doczekać, by do nich dołączyć! Gdy to się w końcu dzieje, tancerze odrobinę modelują zachowania uczestników, proponując figury (głównie powtarzając te już znane), ale niczego nie narzucają, dając przestrzeń dla naturalnej ekspresji widzów – zarówno tych małych, jak i tych starszych.

Gdy wybrzmiewa gong, wszyscy wracają na swoje miejsca. W drugiej części tematem staje się odrysowywanie ciała na kartce – zarówno swojego, jak i czyjegoś. Część trzecia skupia się wokół rysowania stopami – wielkie napięcie budzi jej początek, gdy każdy tancerz, kładzie przed sobą kredkę intensywnej barwy, po czym zgniata ją z nieukrywaną przyjemnością i satysfakcją. Wciera piętą drobinki w kartkę, po czym cofa się o krok i powtarza ruch. Wybuchająca muzyka jest energetyczna i lekka zarazem. Taniec rozwija się, staje się bardzo swobodny, momentami przypomina ruch ptaków (a może raczej samolotów?). Całość przeradza się w dyskotekę, do której publiczność w Gdańsku dołączała zanim performerzy dali do tego znak.

Pod koniec wspólnych działań tancerze podwieszają płachtę papieru, a po gongu unoszą ją. Uczestnicy mogą obserwować abstrakcyjny obraz, którego są współtwórcami. Grupa wypoczywa, a łagodnie zmieniające światło reflektory pracują, wydobywając kolejne kolory i warstwy. Cicho toczą się rozmowy – rodziny rozpoznają swoje ślady, przyglądają się kształtom zostawionym przez innych. „I co, wziąłbyś to do galerii sztuki współczesnej?” – zapytał jeden ojciec drugiego w Gdańsku. I wcale nie było to bezzasadne pytanie!

***       

Na podstawie przytoczonych opisów przedstawień widać, że każda z reżyserek / choreografek nieco inaczej interpretuje wspominaną już wyżej kategorię abstrakcji. Wykreowana przez nie przestrzeń sprawia, że publiczność czuje się komfortowo i może przełączyć się na tryb przeżywania – nie musi niczego rozumieć, może współuczestniczyć w wykreowanej rzeczywistości. Użycie ruchu jako środka scenicznego wyrazu sprawia, że widzowie zostają uwolnieni od przymusu odczytywania znaczeń, dzięki czemu mogą czerpać z obcowania z artystami i ze sobą nawzajem, a następnie filtrować bodźce przez własną wrażliwość. Wiek nie gra roli – liczy się raczej otwartość na sytuację, chęć czy potrzeba wejścia w nią, pójście za swoimi skojarzeniami. Nie ma miejsca na porozumiewanie się z dorosłymi ponad głowami dzieci – każdy widz traktowany jest na równi i może wziąć z tego doświadczenia tyle, ile jest w stanie w tym konkretnym momencie.

Jakie są tego konsekwencje? Wierzę, że oglądanie spektakli tańca takich jak te zaprezentowane w Gdańsku zachęca widzów – i tych mniejszych, i tych większych – do częstszego odwiedzania teatru i przeżywania tam kolejnych przygód. Mam też poczucie, że nie będzie wielkim ryzykiem postawienie tezy, że to właśnie taneczne spektakle dla dzieci przygotowują je do późniejszego kontaktu ze współczesnym teatrem dla dorosłych widzów, w którym właśnie emocjonalna wędrówka i zanurzenie się w scenicznym świecie są bardzo pożądanym sposobem recepcji widza. Stawka, o którą gramy, promując taniec dla dzieci, jest zatem naprawdę wysoka.

 

×