PL EN

ZA KULISAMI BLOG

Z cyklu "Praca w Miniaturze" | Aktorzy: Piotr Kłudka i Andrzej Żak

Dzieci to bardzo wymagający widzowie

Trudno sobie wyobrazić teatr bez aktora. O szczegółach swojej pracy, o dziecięcej fascynacji teatrem i o tym, czy łatwo animuje się lalki Monice Jankowskiej opowiadają Andrzej Żak i Piotr Kłudka – aktorzy Teatru Miniatura.

 

Jak długo pracujecie w Teatrze Miniatura?

Piotr Kłudka: 8 lat.

Andrzej Żak: Ja już około 21 lat. Zacząłem na początku lat dziewięćdziesiątych, ale po drodze miałem krótką przerwę.

Pamiętacie swoje pierwsze spektakle w Miniaturze?

PK: Oczywiście. To była sztuka „Książę i żebrak” i grałem tam Milesa Hendona.

AŻ: Ja grałem rolę Diabła w „Turlajgroszku”. Myślę, że to jedna z najważniejszych moich ról. „Turlajgroszek” pisany był „na gorąco”, pod aktorów, dzięki temu chyba okazało się, że jest wyjątkowym przedstawieniem. Zyskał wiele prestiżowych nagród, nie tylko w Polsce zresztą.

Teraz w garderobie przygotowujecie się do zagrania „Fahrenheita”. Jak Wam się ze sobą współpracuje?

PK: Bardzo dobrze. Znamy się już z innych spektakli, ponieważ u nas na scenie w zasadzie spotyka się ten sam zespół ludzi. Dzięki temu nauczyliśmy się ze sobą pracować, znamy się nawzajem i wiemy, czego się spodziewać po innych aktorach.

Dlaczego wybraliście właśnie zawód aktora?

PK: Chyba trochę z przypadku…

AŻ: Ja też sam już nie wiem…  Teatr zawsze mnie fascynował. Z dzieciństwa pamiętam objazdowy teatr, który przyjechał do mojej szkoły ze sztuką o Bazyliszku. Zapadły mi w pamięć też takie tytuły, jak „Zaczarowany wiatrak” czy „Cybernetyczny pies”. A kiedy byłem już starszy, to wsiadałem w autobus do Warszawy i tam wybierałem się na poważniejsze spektakle.

PK: A pamiętasz  przedstawienia dla dzieci nadawane w telewizji?

AŻ: Pewnie! Był „Jacek i Agatka” albo „Pan Cerowany”…  To był mój pierwszy kontakt z pacynkami.

PK: Ja pamiętam sztukę o Bestyi i Pulcheryi. O matko, ależ ja się tej Bestyi bałem! Ale zawsze oglądałem z zapartym tchem.

Dzisiaj sami animujecie lalki. Co o Waszym zawodzie sądzą inni dorośli? Czy to poważany zawód?

PK: Kiedy mówię, że jestem aktorem, widzę w oczach innych jakiś taki zachwyt i szacunek. Kiedy dodaję, że pracuję w teatrze dla dzieci i na scenie animuję lalki, to ten zachwyt jakoś tak dziwnie opada…

AŻ: U mnie podobnie. Nie wiem, dlaczego. Lalkarz też ma wykształcenie aktorskie, ma na studiach te same przedmioty, co aktorzy dramatyczni, a jeszcze do tego musi nauczyć się pracować lalkami.

PK: A to wcale nie takie proste! Myślę, że łatwiej pokazać emocje na sobie niż wykrzesać je z lalki, nadać jej życie.

A co można powiedzieć o oglądającej Was dziecięcej publiczności?

PK: Dzieci to bardzo wymagający widzowie. Niektóre rzeczy przyjmują inaczej niż dorośli. Reagują bezpośrednio i często nieprzewidywalnie. Kiedyś jakiś chłopiec wszedł na scenę i wczepił się w moją nogę, bo grałem Lisa, który pożarł wszystkie gąski. Widownia dorosła jest już przyzwyczajona do sytuacji teatralnej, więc w gruncie rzeczy dla aktora jest bezpieczniejsza, bardziej przewidywalna.

AŻ: Niedawno w przerwie „Fahrenheita” podsłuchałem dwóch chłopców, którzy rozmawiali sobie o spektaklu. Jeden z nich powiedział, że jest Fahren-fajnie. I takie opinie cieszą nas najbardziej.

×